Trzeba rozmawiać z młodzieżą. Ale czy akurat tak?

W „Odkłamywaniu…” napisałem dość obszernie, dlaczego uważam, że nastolatki nie powinny używać marihuany. Myślę, że dla każdego społeczeństwa, które będzie chciało zliberalizować prawo dotyczące marihuany, odpowiednia polityka informacyjno-wychowawcza wśród młodzieży będzie bardzo ważnym (a kto wie, czy nie najważniejszym) krokiem do zrobienia.

Dlatego bardzo mnie zainteresowała informacja o przygotowywanej przez władze województwa zachodniopomorskiego kampanii edukacyjnej, która kosztem 50 tysięcy złotych miała „wyposażyć młodzież województwa zachodniopomorskiego w obiektywną wiedzę na temat przetworów konopi indyjskich”. Kampania istotnie ruszyła: „Samorząd Województwa Zachodniopomorskiego wdrożył kampanię społeczną zatytułowaną ‚Naiwni’, mającą na celu wyposażenie lokalnej młodzieży w wiedzę nt. zagrożeń związanych z używaniem przetworów konopi indyjskich. Działania mają też wzmocnić świadome podejmowanie decyzji, asertywność oraz dojrzałe reagowanie na depenalizację przepisów i ewentualne zmiany w prawie. Kampania ma także na celu przekazanie młodzieży faktów dotyczących marihuany i haszyszu oraz ubocznych skutków ich zażywania, popartych pracami naukowymi i obalających funkcjonujące w świadomości społecznej mity i stereotypy, według których używanie konopi nie jest groźne”. Widać tu dość istotną zmianę optyki: kampania nie ma już przekazywać jakiejś obiektywnej wiedzy, lecz ma „obalać funkcjonujące w świadomości społecznej mity i stereotypy”. Czyli: celem nie jest już informacja, lecz indoktrynacja. W kolejnym artykule pokazano plakat akcji i będący jej częścią klip. Nie mnie oceniać, czy użycie postaci Jima Morrisona ponad 40 lat po jego śmierci jest dobrym pomysłem – czy to dowód, że The Doors są bardzo popularni wśród zachodniopomorskiej młodzieży w drugiej dekadzie XXI wieku, czy może raczej wskazówka odnośnie wieku autorów kampanii bądź płacących za nią decydentów. Na pewno nie zaszkodziłoby sprawdzenie, jak poprawnie pisze się nazwisko piosenkarza.

billboard

Na czym konkretnie polegały działania? „Kampania ‚Naiwni’ ma charakter regionalny – jest prowadzona przede wszystkim w Szczecinie. Obejmuje 14 billboardów, tysiąc plakatów oraz spot emitowany na ekranach w telewizorach, a także działania w internecie (serwis naiwni.wzp.pl, facebookowy fanpage ‚Naiwni’)”. OK, przynajmniej nie napisali „funpage”. Dziś, rok po zakończeniu kampanii ten profil już nie istnieje. Ciekawe dlaczego, kosztów przecież nie generował. Może nie było komu zlecić nadzoru nad nim, może okazał się klapą, może urzędnicy uznali, że jak koniec kampanii, to koniec i żadnych fejzbuków już nie potrzeba, a może młodzi zbyt dosadnie wyrażali opinie o marihuanie i swoim stosunku do władz województwa zachodniopomorskiego. Został tylko klip, plakat z błędem oraz strona internetowa. Zajrzałem na nią i ręce mi opadły. Strona jest zrobiona we flashu i tekst cały czas się trzęsie, co skutecznie utrudnia czytanie. Ale zostawiam ten szczegół na boku, może młodzi nie umieją czytać tekstów nieruchomych – zakładam, że ktoś to zbadał i tak ma być. Zawartość strony to marne trzy akapiciki, które – choć w dużej części słuszne – raczej młodych mieszkańców województwa nie przekonają, bo to tekst o wydźwięku typowo propagandowym, a ponadto napisany sztywnym, mało atrakcyjnym językiem. Targetem kampanii była młodzież od 13 roku życia; już widzę 13-latka, z zadumą kiwającego głową po przeczytaniu informacji, że „marihuana może upośledzać różne elementy zachowań istotnych podczas jazdy samochodem, takie jak czas reakcji i koordynację percepcyjno-ruchową” albo że „długotrwałe używanie konopi może prowadzić do subtelnego upośledzenia wyższych funkcji poznawczych, m. in. pamięci, uwagi lub złożonego procesu selekcji i integracji informacji”.

Autorzy kampanii twierdzą, że została ona oparta na danych naukowych, ale źródła wiedzy nie są nigdzie zacytowane. Szkoda, chętnie dowiedziałbym się, czym jest uzasadnione np. twierdzenie, że „Palenie marihuany, podobnie jak palenie tytoniu, wpływa na zmniejszenie wydajności płuc”. Wydaje mi się, że autorzy nie znają wyników wielu ważnych badań analizujących to zagadnienie (jak choćby tego, przeprowadzonego przez dr. Tashkina i kolegów). Ciekawiłoby mnie także, na jakich naukowych badaniach opiera się straszenie tzw. syndromem amotywacyjnym. (Zarówno temu syndromowi, jak i wpływowi palenia marihuany na płuca, poświęciłem w Odkłamywaniu osobne rozdziały.)

Nie wiem, czy kampania była taka dlatego, że urzędnicy odpowiedzialni za nią w Urzędzie Marszałkowskim nie byli w stanie wymyślić nic lepszego i tylko odbębnili to, co im polecono, czy środki były niewystarczające, czy może raczej nie chodziło o młodych mieszkańców województwa, lecz o opłacone z publicznych pieniędzy zlecenie dla swojaków. Tak czy tak, moim zdaniem te pieniądze można było wydać o wiele lepiej.

. . . . . . .

Jak zatem rozmawiać z młodzieżą? Cóż, nie ma potrzeby wyważać drzwi, które kto inny już dawno otworzył. W Holandii skuteczne kampanie edukacyjne (dotyczące zresztą nie tylko marihuany) są prowadzone od dziesięcioleci, wystarczy się z nimi zapoznać i, jeśli będzie taka potrzeba, lekko dostosować do naszych warunków lokalnych. Myślę, że niejeden specjalista (pedagog, psycholog) podjąłby się tego za te marne 50 tysięcy. Oczywiście, musiałby to być ktoś rozsądny, posiadający stosowną wiedzę i pozbawiony uprzedzeń. Nie mogłaby to być np. pani Małgosia, która w rozmowie w Radio Dla Ciebie z udziałem Mai Ruszpel i Andrzeja Dołeckiego przedstawiła się jako nauczycielka z liceum ogólnokształcącego. Powiedziała (początek 32:50, cytat spisany z nagrania): „w szkołach my się strasznie boimy tego problemu – to raz; a dwa – nie rozmawiamy na ten temat, ponieważ rozmowy i prowadzenie jakiejś działalności edukacyjnej dotyczącej narkotyków powoduje, że ci ludzie [tj. młodzież] właśnie mając taką wiedzę, jak narkotyk działa, po niego sięgają. (…) Nie możemy rozmawiać, dlatego że każda taka rozmowa kończy się tym, że ktoś sięga po narkotyki” (…) Ja to wiem z doświadczenia”.

Jak odróżnić rozsądny przekaz od prostej propagandy? Myślę, że to dość łatwe: trzeba poszukać w analizowanym tekście takich wątków: • marihuana jest równie szkodliwa, jak pozostałe narkotyki, trzymajcie się od niej z daleka; • marihuana jest bardziej szkodliwa niż alkohol; • używanie marihuany prowadzi do używania twardych narkotyków; • użytkownicy marihuany tracą motywację do pracy. Jeżeli wątków tych nie ma, to nawet jeśli tekst zniechęca młodzież do używania marihuany (poprawka: zwłaszcza jeśli zniechęca), jest wielce prawdopodobne, że jest wartościowy i używa argumentów, które (przynajmniej z mojego punktu widzenia) są rozsądne i mają szansę trafić do adresatów.

PS

Jeszcze jeden fragment z kampanii „Naiwni”: „Największą szkodą społeczną, związaną z używaniem przetworów konopi, jest wchodzenie w konflikt z prawem, najczęściej z powodu posiadania niewielkiej ilości narkotyku lub udzielania go innym”. No właśnie, autorzy tej mało (dla mnie) przekonującej kampanii byli o krok od naprawdę dużego odkrycia: jakże prostym sposobem można zlikwidować tak dużą szkodę społeczną. Wystarczy jedno głosowanie i jeden podpis. Wystarczy zmiana jednej złej ustawy.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.