Czy konopie są z marihuany?

„…i skazuję oskarżone za przewinienia popełnione przez ich kuzynkę„. Taki wyrok jest nie do pomyślenia – przynajmniej w kraju należącym do tzw. kultury zachodniej. A jednak taki wyrok został wydany. Było to w USA, w latach 30. ubiegłego wieku. Oskarżonymi były konopie przemysłowe, kuzynką – marihuana. Pominę tu kwestię oceny domniemanych „przewinień” kuzynki, piszę o nich obszernie w Odkłamywaniu marihuany. Tutaj zajmę się oskarżonymi – i skazanymi – konopiami przemysłowymi.

Towarzyszą one człowiekowi od tak dawna, że niektórzy badacze uważają, iż mogą być najstarszą świadomie uprawianą rośliną. Trudno powiedzieć, jak potoczyłyby się losy ludzkości, gdyby średniowieczne społeczeństwa europejskie nie znały konopi i w związku z tym nie miały mocnego płótna na żagle i mocnego włókna na liny – Amerykę tak czy tak by odkryto, ale na lekcjach historii na pewno uczylibyśmy się innych dat podboju Nowego Świata.

Historycy zwracają uwagę na znaczenie konopi w rozwoju USA. Były one tak istotne, że w niektórych okresach można było iść do więzienia – o paradoksie! – za ich nieuprawianie… A jednak zostały zakazane, nie tylko w USA, lecz praktycznie na całym świecie. (Technicznie rzecz biorąc, w większości krajów konopie przemysłowe uprawiać wolno, ale wiąże się z tym tyle obostrzeń, że chętnych jest niewielu.) Dlaczego? Na pewno jeden z głównych powodów był czysto praktyczny: bez wysłania próbki do laboratorium nie jest łatwo stwierdzić, ile w rosnącym krzaku jest THC, a więc – czy broń Boże nie jest on marihuaną. (To dlatego nasi policjanci – a pewnie i nie tylko nasi – najpierw niszczą, a potem się zastanawiają, co to było.) Inny powód był ideologiczny: zbyt dobra opinia o konopiach mogłaby częściowo przenieść się na marychę, niwecząc efekty kampanii propagandowej. No i jeszcze jeden powód, też o dużym ciężarze gatunkowym: myśli o potencjalnej konkurencji ze strony konopi nie lubi kilka potężnych gałęzi przemysłu: naftowy (konopie → biopaliwo), chemiczny (→ ekologiczny plastik), farmaceutyczny (→ tani lek na różne dolegliwości).

W Polsce przedwojennej oraz Ludowej nie mieliśmy z konopiami większego problemu: w latach 60. mieliśmy nimi obsianych 30 tysięcy hektarów pól. (To, że w PRL-u permanentnie brakowało sznurka do snopowiązałek nie wynikało z niechęci do konopi, lecz z ogólnej niewydolności wszystkich działów gospodarki.) Areał ten powoli malał, a pojawienie się w 2000 roku wyjątkowo kiepskiej Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (nakładającej na uprawy poważne ograniczenia administracyjne) postawiło kropkę nad „i”. (Krótko o historii upraw w Polsce mówi ten artykuł zamieszczony na portalu Stowarzyszenia Wolne Konopie.) Dziś konopiami obsianych jest 500-600 ha – porównajmy to z 15 tys. ha tytoniu czy 3 tys. ha słonecznika.

……….

Zmiana sposobu postrzegania marihuany (coraz powszechniejsze obśmiewanie absurdalnych mitów dotyczących marihuany oraz coraz lepsze poznawanie jej unikalnych właściwości leczniczych) oraz zainteresowanie powrotem do tradycyjnych upraw powoduje na świecie zmianę stosunku do konopi przemysłowych. Rośnie areał zasiewów, zwiększa się dostępna na rynku gama produktów konopnych. Powstają nawet specjalistyczne sklepy (na przykład Siemieniucha) mające w ofercie produkty z konopi: kosmetyki, produkty spożywcze, odzież.

T-shirt za 100 złotych może się wydać przesadą, ale trzeba mieć na uwadze co najmniej dwie okoliczności. Pierwsza to to, że taka koszulka wytrzyma o wiele więcej lat niż koszulka z bawełny. A druga – że płaci się głównie za to, że produkt ten robiony jest w małych ilościach, ręcznie lub w najlepszym przypadku w niewielkiej skali w manufakturze. Dopóki znajomość tych produktów i zaufanie do nich nie pozwoli na zwiększenie długości serii, ceny będą wysokie, ale nabywcy będą mieli świadomość, że dostają produkt ekskluzywny. Coś za coś.

Namawiam do zakupów artykułów z konopi nie tylko ze względu na tę ekskluzywność, ale także (przede wszystkim) dla ich wartości użytkowych. Oraz po to, żeby „rozruszać” ten segment rynku i przerwać błędne koło mały popyt → wysokie ceny → mały popyt. Ja wykosztowałem się na T-shirta za stówę, choć takiego samego z bawełny (czyli jednak nie takiego samego :)) miałbym za 1/5 tej ceny. Ale mam świadomość, że nie przyczyniam się do dalszego zanieczyszczania tej biednej planety chemikaliami (bawełna wymaga ich wyjątkowo dużo), a jednocześnie wspieram ponowny rozwój branży, która nigdy nie powinna była podupaść. Zrozumieli to już kilkanaście lat temu Francuzi, zrozumieli Niemcy, zrozumieli Kanadyjczycy. Nie zrozumieli Amerykanie (którzy 100% surowca dla swojego przetwórstwa konopi sprowadzają od sąsiada z północy), nie zrozumieli jeszcze też Polacy. Są już pewne zapowiedzi zmian (jak choćby działanie sklepów konopnych czy firm doradczych pomagających zainteresowaniem w rozwoju uprawy). Ale dzieje się to strasznie powoli, podobnie jak zmiana podejścia do kuzynki konopi – marihuany. Jak dla mnie – za wolno, jestem trochę zbyt niecierpliwy, by czekać na wymarcie odpowiedzialnych za obecny stan rzeczy dinozaurów.

PS1

Jeśli ktoś uważa, że kupując produkty bawełniane pomaga biednym rolnikom w Egipcie czy Ugandzie, to mam złą wiadomość: silnie subsydiowany przez amerykański rząd program „Cotton USA” skutecznie broni hodowców bawełny z Trzeciego Świata przed nadmiernym wzbogaceniem.

PS2

Siemieniucha.pl ma taniej: rzuciłem okiem na ceny u innego internetowego dystrybutora kosmetyków marki Cannaderm i okazuje się, że mimo iż z każdego sprzedanego produktu Siemieniucha przeznacza 2 zł na finansowanie działalności Stowarzyszenia Wolne Konopie, to i tak ceny ma niższe niż np. Drogeria Zdrowie. Porównanie z BioOrganiką też nie wypada źle, choć tamci na WK zapewne nie przekazują nic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.