O dawkowaniu

Szanowni!

Nie zdarza mi się prosić o udostępnianie moich wpisów. Kogo tekst zainteresuje, czyta do końca, a kto uzna, że wart jest on rozpowszechnienia, podaje dalej – ja w to nie ingeruję. Ale tym razem zrobię wyjątek.

Najsłabszym ogniwem polskiego systemu medycznej marihuany są lekarze. Co prawda jeśli chodzi o dostępny w aptekach asortyment, to szału nie ma (raptem jedna odmiana, niekoniecznie odpowiednia dla wszystkich chorych), ale to prawdopodobnie zmieni się w ciągu najbliższych kilkunastu tygodni, może ciut później. A zmiana stanu wiedzy lekarzy to zadanie na lata.

System edukacji lekarzy (studia na akademiach ↔ działania firm farmaceutycznych) wykształcił w nich pewien odruch: jeśli jest jakiś środek terapeutyczny, to jest też odgórnie podane (przez producenta) dawkowanie, które w formie polecenia należy przekazać choremu. Sytuacja, gdy jakaś substancja lecznicza nie ma ustalonych z góry widełek zawierających dawkę skuteczną, a w ustaleniu takiej dawki rola chorego jest co najmniej tak samo (a może nawet bardziej) istotna niż rola lekarza, dla sporej części lekarzy może być trudna do zrozumienia i zaakceptowania.

Ale próbować trzeba, taką samą drogę przebywały inne, bardziej od nas marihuanowo zaawansowane kraje – tam też uświadamianie lekarzy w kwestii odmiennego, nowego dla nich spojrzenia na kwestię dawkowania, idzie powoli. Ale idzie, więc jest szansa, że pójdzie i tutaj.

Lekarzy, którzy są przekonani o potencjalnym korzystnym działaniu marihuany i chcieliby ją przepisać swoim pacjentom, może powstrzymywać wspomniany powyżej brak wiarygodnych wskazówek dotyczących dawkowania. Może się bowiem zdarzyć, że zbyt gorliwych medyków wezwie na dywanik jakiś Sanepid czy inna izba lekarska i każe się tłumaczyć, skąd wezwany wiedział, ile przepisać. W końcu na studiach o tym nie mówili. Dlatego pod tym względem bardzo istotną, być może najważniejszą rzeczą jest dostarczenie chętnym lekarzom stosownego wsparcia, w slangu urzędniczym i korporacyjnym zwanego „dupokrytką”. Rolę tę pełnią wymienione w moim tekście dokumenty źródłowe – głównie opublikowane w fachowych czasopismach wyniki badań naukowych. Z nimi Sanepidom dyskutować będzie bez wątpienia trudno.

A zatem: udostępniajcie na potęgę! Znajomym lekarzom, znajomym chorym, znajomym. I zachęcajcie, żeby oni zrobili to samo. Im więcej osób to przeczyta, tym większą będziemy mieli grupę lekarzy gotowych spróbować nowej dla nich terapii i tym wyższe będzie ciśnienie stwarzane przez chorych. Innego dokumentu podobnego do zalinkowanego poniżej pdf-a łatwo się nie zdobędzie. Na pewno nie po polsku. Na pewno nie za tę cenę. 🙂

Link do pliku jest taki: http://marihuanaleczy.pl/O_dawkowaniu_MM.pdf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.