Dobre strony ustawy

O mojej ocenie nowego prawa wprowadzającego w Polsce medyczny użytek marihuany pisałem w czerwcu, a także niedawno (tu i tu). Ustawa jest po prostu zła. Wiceprzewodniczący Komisji Zdrowia poseł Latos też chyba ma wątpliwości, bo od razu zadeklarował przeprowadzenie po 3 miesiącach przeglądu i ew. poprawienie dopiero co znowelizowanej ustawy. Panie pośle, wszystko zależy od tego, jaki jest prawdziwy cel nowego prawa. Jeżeli ustawodawcy chodziło tylko o to, żeby nic się nie zmieniło, a krzykacze stracili argumenty („bo teraz przecież macie legalność”), to żadne poprawianie nie jest potrzebne, ustawa sprawdza się znakomicie. Natomiast jeżeli celem nowelizacji była rzeczywista poprawa losu chorych, to te 3 miesiące są czasem kompletnie straconym, nowelizację nowelizacji należy przeprowadzić JUŻ. Wszystkim zadowolonym, że polska wadza dzielnie rozwiązała kolejny problem, proponuję uważną lekturę tego tekstu.

Ale… Żeby nie było, że oferuję tylko czarnowidztwo i narzekanie, chciałbym zwrócić uwagę na 2 bardzo pozytywne aspekty znowelizowanego prawa. Naprawdę, bez żadnych sarkazmów czy przekąsów, nowa ustawa ma dwie fajne rzeczy, które mam nadzieję ostaną się (oby rychłym) nowelizacjom.

Pierwsza to brak katalogu chorób, w jakich lekarzowi wolno przepisać marihuanę. To zmora w innych krajach, bo zawęża pole manewru i zmusza lekarzy albo do odstąpienia od użycia marihuany, albo do fałszowania dokumentacji medycznej (w zbożnym celu, ale jednak). U nas wystarczy przekonanie lekarza, że marihuana choremu pomoże i już ma prawo do jej przepisania. (Pytanie za milion: jak zachowa się nasza wewnętrzna policja tego środowiska, czyli izby lekarskie? Czy będą gnębić swoich zbyt aktywnych marihuanowo członków? Pożyjemy, zobaczymy.)

Fajna rzecz numer 2: ustawa nie mówi o zielu konopi, mówi o sporządzonych z niego preparatach. A zatem nie ograniczamy się do palonego czy waporyzowanego suszu i zrobionych przez pacjenta własnoręcznie ciasteczek. Jeżeli lekarz uzna, że choremu pomoże np. mocny wyciąg (choćby typu RSO), to wypisuje receptę, a aptekarz wyciąg przygotuje. O ile nie będzie miał konfliktu sumienia :-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.