Byl jsem v Praze

Na początku 11-godzinnej podróży wydaje się, że będzie ona trwała wieczność. Ale jakoś niezauważenie udaje się ją przeżyć. To samo z 4 dniami konferencji: mijała sesja za sesją, dzień za dniem i nagle okazało się, że to już koniec. Nie wszystkie planowane spotkania doszły do skutku (niestety, nie do jechali Urugwajczycy, na których refleksje bardzo liczyłem, nie dojechała Kasia Malinowska-Sempruch), ale i tak było tyle treści, że zwykle prowadzący każdą sesję musieli znaczącym pukaniem w zegarek ograniczać zapędy prelegentów.

Występując w Oławie, Jerzy Zięba powiedział, że nie pojedzie do Pragi, bo nie potrzebuje, bo wie, że medyczna marihuana działa. Z jednej strony oczywiście ma rację, bo tu wątpliwości już dawno nie ma. Ale z drugiej nie bardzo się z tym stwierdzeniem zgadzam (i dlatego ja w Pradze byłem), bo w czasie tej konferencji chodziło o coś zdecydowanie więcej niż o wzajemne przekonywanie się do leczniczych właściwości konopi. Były to 4 dni poświęcone także kwestiom prawnym (aktualny status marihuany w różnych krajach i w świetle traktatów międzynarodowych; możliwości wynikające ze statusu obecnego i perspektywy jego zmian); były warsztaty, w czasie których osoby podające w Izraelu marihuanę chorym dzieliły się swą wiedzą praktyczną; były wreszcie sesje poświęcone teorii i praktyce stosowania marihuany w konkretnych chorobach. I jeszcze Jerzy Zięba: „nie ma co gadać, trzeba coś robić”. Tak, panie Jerzy, całkowicie się zgadzam; w Pradze zrobiono kilka konkretnych rzeczy. Informacja o tym będzie. Już niedługo.

No i jeszcze coś, co jest nieodłączną częścią każdej konferencji: spotkania kuluarowe. Ja nawiązałem masę znajomości, niektóre z nich w bardzo konkretnych celach, inne „na wszelki wypadek” – często znajomości takie przydają się w najmniej oczekiwanym momencie. No i chwile próżności, kiedy pojawia się możliwość pogadania i pstryknięcia sobie fotki z autorami prac cytowanych przeze mnie w książkach (a przy okazji będących uznanymi w świecie autorytetami w dziedzinie leczniczej marihuany – jak Ethan Russo czy Lumir Hanuš, no i oczywiście gwiazda konferencji, tej i każdej innej, na której się pojawia, ojciec współczesnej nauki o marihuanie – Raphael Mechoulam, który mimo swych 85 lat świetnie trzyma się fizycznie i umysłowo i który chętnie gawędził ze wszystkimi zainteresowanymi taką pogawędką (czyli ze wszystkimi).

trojka

(z lewej Mechoulam, z prawej Russo)

W konferencji miała wziąć udział posłanka do czeskiego parlamentu (nie wzięła ze względu na chorobę), był natomiast przewodniczący Komisji Zdrowia i Polityki Społecznej czeskiego senatu, był też koordynator rządu Republiki Czeskiej ds. Narkotyków oraz rektor Uniwersytetu Karola w Pradze. A patronat nad konferencją objął (i parę zdań na inaugurację wygłosił) czeski minister zdrowia. I to mnie mocno uderzyło: okazuje się, że w innych krajach ten resort zajmuje się zdrowiem obywateli! Po prostu szok!

Gdybym miał podsumować imprezę w kilkunastu słowach, powiedziałbym, że było warto, choć poziom wystąpień był nierówny, niektóre z nich były poświęcone sprawom zupełnie podstawowym(co to jest THC, CBD, CB1, anandamid), a inne były mocno specjalistyczne, zrozumiałe może dla 10 obecnych, wliczając prelegenta. Ale, powtórzę, moim zdaniem było warto.

Notatki, wspomnienia, wymienione wizytówki, świeże pomysły i przemyślenia – to wszystko pozostaje do wykorzystania w bliższej i dalszej przyszłości. A przyszłość najbliższa: budzik bladym świtem i wyjazd do Warszawy na jutrzejszą debatę, trzecią marihuanową imprezę w krótkim czasie. Oczywiście cieszę się na nią, choć wolałbym mieć choćby jeden dzień na regenerację kości ogonowej, jeszcze obolałej od siedzenia w autobusie Praga-Bydgoszcz…

certyfikatPRAGA

(Gdybym był czeskim lekarzem, farmaceutą lub pielęgniarką, dostałbym za ten kwit kilkanaście kredytów.)

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.