To je napad

A właściwie „nápad”, bo to po czesku. Nápad, czyli pomysł. Przyszedł mi do głowy jakiś czas temu, ale uznałem go za zbyt absurdalny jak na nasze warunki i odłożyłem na półkę z napisem „Nierealne”. Ale potem uświadomiłem sobie, że nie jest dobrym pomysłem odrzucanie idei z góry, pod wpływem pierwszego wrażenia (właśnie tak działa burza mózgów – ocenę pomysłów zostawia się na później). Więc sięgnąłem znów po mój nápad i niniejszym poddaję go pod publiczny osąd.

Wielu pacjentów jest zmuszonych kupować lek (susz, olej) w ciemno, mniej lub bardziej (lub wcale) ufając dostawcy. (To znaczy: nikt ich nie zmusza, ale…) Będzie tak dopóty, dopóki nie zostanie wprowadzona legalność medycznej marihuany (mówię o prawdziwej legalności, a nie o kulawej protezie w postaci importu docelowego). Dopiero ona pozwoliłaby na rzeczywistą kontrolę jakości leków. A na razie… Na razie je nápad.

Wymyśliłem sobie, że mogłoby powstać laboratorium, do którego ludzie wysyłaliby próbki swoich leków (albo marychy przyjemnościowej — w końcu fizycznie się nie różnią, a nielegalna jest ta i ta). Laboratorium, wyposażone w dobry chromatograf i w niezbędne wzorce, oznaczałoby poziom podstawowych kannabinoidów (THC, CBD, THCa, CBDa), a także sprawdzałoby, czy w przesłanej próbce nie ma zanieczyszczeń biologicznych i chemicznych. Laboratorium działałoby na normalnych zasadach biznesowych, pobierając za swoje usługi opłaty zapewniające rentowność przedsięwzięcia.

Z punktu widzenia klientów fundamentalne byłoby zapewnienie im anonimowości. Myślę, że jest to do zrobienia. Klient pobierałby ze strony internetowej laboratorium unikalny numer, który umieszczałby w paczuszce z próbką oraz w tytule płatności na rzecz laboratorium. Paczkę można nadać anonimowo na poczcie (być może paczkomaty też są dyskretne, nie pamiętam). Płatności można dokonać na poczcie (przy robieniu przelewów, podobnie jak przy nadawaniu paczek, nie jest wymagane okazanie dowodu osobistego). Wynik analizy byłby publikowany w internecie, oczywiście z wykorzystaniem wspomnianego unikalnego numeru. Wyniki byłyby widoczne dla wszystkich, ale oczywiście to nikomu nie przeszkadza, bo o tym, do kogo należała próbka o danym numerze, wie tylko jej nadawca. Co więcej, publiczny dostęp do wyników mógłby być pożytecznym narzędziem (gdyby okazało się, że 90% przesłanych próbek nie spełnia żadnych norm przyzwoitości; albo gdyby 90% je spełniało…)

Czy działalność takiego laboratorium byłaby legalna? Mojemu nieprawniczemu umysłowi wydaje się, że być może tak. Laboratorium dostaje do analizy jakąś przesyłkę od anonimowego nadawcy i dopóki nie przeprowadzi testów, nie wie, czy w próbce są zakazane substancje. Po analizie już wie, że są, więc zawiadamia organy, które jednak rozkładają ręce, bo nie ma szans stwierdzić, kto to wysłał. Niewykrycie sprawcy, umorzenie. (Zresztą, czy tu w ogóle jest przestępstwo? W Polsce nielegalne jest posiadanie, a tu nikt nie posiada.) Możliwy słaby punkt (znak zapytania, aluzyjnie skierowany do prawników): czy laboratorium mogłoby publikować wyniki w Sieci, czy nie byłoby to jakieś współsprawstwo czy inne pomocnictwo?

Czy władza poszłaby na taki pomysł, czy byłaby skłonna go tolerować? To, myślę, zależy od tego, o co jej chodzi w rządzeniu. Jeśli o nasze dobro, to powinna pójść. Wiadomo, że marihuana jest w Polsce używana terapeutycznie przez tysiące osób. Nie patrzą na to, co mówi Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii, nie patrzą na niepewność dotyczącą zdobytego pokątnie leku. Skoro i tak to robią, to dlaczego przeszkadzać im w sprawdzaniu jakości tego, co będą zażywać? (To samo zresztą z użytkownikami przyjemnościowymi: skoro i tak palą, to lepiej by było, żeby dilerzy mieli świadomość, że towar w każdej chwili można sprawdzić.)

No, chyba że władzy nie chodzi o nasze dobro, lecz o to, żeby twardo trzymać nas za mordę, żeby pokazać, kto tu rządzi. Wtedy na poparcie argumentu „nie, bo nie” na pewno jakiś paragraf się znajdzie.

Czekam na komentarze, zwłaszcza prawników i biznesmenów (informuję, że nápad udostępniam gratisowo).

PS

Po opublikowaniu tego tekstu otrzymałem ciekawy komentarz – na tyle ciekawy, że uznałem, że warto go tu umieścić:

[laboratorium mogłoby być związane z gabinetem lekarskim] wykorzystując zasadę tajemnicy lekarskiej jaka obowiązuje w stosunkach lekarz-pacjent. Badanie próbki prawdopodobnie mogłoby być traktowane jako element badania lekarskiego.

PS2

Robi się coraz ciekawiej: znajomy prawnik, znający się na tych rzeczach, twierdzi, że przedsięwzięcie byłoby legalne i da się to „ogarnąć” od strony prawnej. Deklaruje nawet bezpłatną pomoc w załatwieniu formalności, gdyby ktoś się zdecydował. Wygląda więc, że być może nápad wcale nie był tak nierealny, jak mi się wydawało. Czy są chętni właściciele laboratoriów już istniejących lub dopiero planowanych?

Komentarzy: 3

  1. Mogę zasugerować ulepszenie tego „napadu”. Takie laboratorium to dobry pomysł ale potrzeba funduszy i to dużych, kwalifikowanych ludzi, sprzętu i to drogiego, czułego czyli spektromeria masowa, plus akredytacja, zezwolenia itp. A poza tym sprawa legalności – musi takie laboratorium mieć zezwolenie na przyjmowanie i posiadanie próbek marihuany, kannabinoidów i standardów. Może takie zezwolenie jest to możliwe do uzyskania, ale nie daje gwarancji, że w wyniku jakiegoś nalotu policji czy kontroli urzędu interes nie będzie zamknięty. Ale można to ominąć tak: „laboratorium” w Polsce tylko przyjmuje próbki, których nie otwiera, tylko wysyła dalej do specjalistycznego laboratorium za granicą, które ma wieloletnie doświadczenie, wszystkie zezwolenia, fantastyczny sprzęt, ekspertów etc. i przysyła analizę w ciągu kilku dni.

  2. w Polsce istnieją takie laboratoria w których można zrobić takie badania np toxic lab w Katowicach, Analysis Marcin Biskupski poznań i hempol który ma sprzęt do włąsnych badań ale na zlecenie też chyba takie badania robi. tylko problem polaga na tym że w prawie chyba zapisane jest tak ze są oni zobligowani do informafonia urządów w przypadku nielegalnych znalezisk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.