Jeszcze Karol

Półtora roku z zawieszeniu na trzy… Czy to dobry dla Karola wyrok?

Cóż, z jednej strony trzeba pamiętać, że mógł dostać 8 lat bezwzględnej odsiadki, bo przecież w przywiędłych liściach miał cały ogrom porcji handlowych, haju można było dostać od samego patrzenia na tych jego 17 dojrzałych roślinek, a w żłobku już kiełkowały następne, nie mogąc się doczekać wyjścia na czarny rynek. Więc osiemnaście miesięcy w zawiasach to chyba w sumie nie tak źle…

Z drugiej jednak strony wyrok oznacza, że jakikolwiek „przypał” w ciągu najbliższych trzech lat będzie skutkował odwieszeniem wyroku i kraty. I przypominam, bo może ktoś zapomniał, że Karola skłonność do marychy nie bierze się z ulubienia sobie przez niego haju, lecz z bardzo konkretnej potrzeby życiowej: próby ujarzmienia u niego Leśniowskiego-Crohna przy pomocy tabletek i skalpela zakończyły się porażką medycyny. A nienaukowa marihuana pomaga. Więc ewentualny przypał to nie tylko groźba półtora roku odosobnienia, to też groźba półtora roku bez dostępu do jedynego skutecznego lekarstwa – a raczej groźba dostępu do lekarstwa o wątpliwej jakości i zdecydowanie droższego niż na wolności, bo przecież jak powszechnie wiadomo w więzieniu jest, tylko drożej i niższej jakości.

Prokurator żądał dla oskarżonego zakazu używania marihuany w okresie próbnym, sędzia się do tego wniosku nie przychylił. Dzięki temu zwykłe (odpukać) złapanie na ulicy z jedną porcją lekarstwa nie będzie powodem odwieszenia kary. Ale złapanie na uprawie już by było. A Karol, jak przeważająca większość chorych, nie chce zasilać kasą ludzi, którzy być może łamią nie tylko Ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii, ale i parę innych. Nie chce też być narażony na rosyjską ruletkę „dosypali – nie dosypali”, nie chce się zastanawiać, co w jego chorobie byłoby gorsze: wciągnąć opary muchozolu czy gorące drobinki mielonego szkła. Wielu chorych ryzykuje i uprawia na własną rękę. Oni, złapani, mogą jeszcze liczyć na zawiasy. Karol, gdyby chciał teraz uprawiać dla siebie lekarstwo, już zawiasów nie dostanie, pójdzie siedzieć. Na półtora roku. Za próbę poprawienia swojego stanu zdrowia bez wyrządzenia komukolwiek jakiejkolwiek szkody. Bo tak to wymyśliły Niesiołowskie, Kłopotki i Neumanny…

Kara w zawieszeniu oznacza, że sąd stwierdził naganność czynu oskarżonego, ale z takiego czy innego powodu uznał, że normalna, przewidziana ustawą kara, byłaby niecelowa. Ale wina jest. Szukanie dla siebie zdrowotnej alternatywy, gdy medycyna nie dała rady, jest w Polsce karalne. (Teraz jeszcze mogę napisać: „i nie tylko w Polsce”, ale pewnie już niedługo, bo coraz więcej państw kończy z tym barbarzyństwem.) Wyrok zamyka się w stwierdzeniu: „Nie pójdzie siedzieć, ale winny”. Karol winnym się nie czuje. Odwołanie się od wyroku może dać mu pewne korzyści. Uniewinnienia chyba nie (jeśli się mylę, niech mnie poprawią prawnicy), ale np. skrócenie okresu zawiasów – już może tak. Dobre i to. Ale jest też ryzyko, że widząc, co się dzieje, odwołanie złoży też prokurator. A sąd apelacyjny może nie być tak łaskawy jak bydgoska okręgówka i karę podwyższyć (przypominam: 8 lat…) – a wtedy nie da się już odwołania wycofać. Zaraz po ogłoszeniu wyroku Karol zapytał mnie, co ja bym zrobił na jego miejscu. Bezradnie rozłożyłem ręce: nie mam bladego pojęcia, jak bym się zachował. I może nie zabrzmi to zbyt elegancko, ale cieszę się, że ja nie muszę podejmować takiej decyzji. Bardzo się cieszę…

… … … … … …

Dziś dowiedziałem się (i uzyskałem zgodę zainteresowanego na upublicznienie tej wiadomości), że Karol zdecydował się złożyć apelację. Powodzenia!!!

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.