Jeszcze ciepły wyrok

Godzinkę temu sąd ogłosił wyrok. Sądzili Karola, o którym już tu pisałem. Dziś przesłuchano biegłego, który ocenił znaleziony u Karola materiał roślinny i przeliczył go na liczbę porcji handlowych. W mojej ocenie zrobił to rzetelnie. Zgodnie z obowiązującym u nas prawem walające się liście (analiza laboratoryjna wykazała, że miały ok. 2% THC) są jak najbardziej pełnoprawnym narkotykiem, a założenie, że jedna porcja handlowa to 0,5–1 grama też jest bez zarzutu.

Do biegłego nie można mieć pretensji. Natomiast można, i trzeba, do (wciąż jeszcze) obowiązującego prawa. W trakcie obu procesów uderzyło mnie ciągłe przeliczanie skonfiskowanych gramów na liczbę działek, a nigdy nikt nie wpadł na to, żeby przeliczyć je na liczbę dni, które dzięki tej marihuanie Karol mógłby przeżyć w miarę normalnie.

W swojej mowie końcowej prokurator zwróciła uwagę na m. in. te dwa fakty: że zeznająca lekarka prowadząca Karola nie zna badań dotyczących zastosowania marihuany w leczeniu objawów Leśniowskiego-Crohna oraz że istnieje w Polsce możliwość legalnego sprowadzenia marihuany na cele lecznicze. Niestety, połączenie tych dwóch bezdyskusyjnie prawdziwych faktów nie jest możliwe bez nieco głębszej analizy, na którą w prokuraturze nie ma czasu – i wcale jej o to nie winię, takie sprawy to na szczęście margines jej działalności. A wspomniane połączenie jest bardzo proste: skoro lekarka nie zna badań i nie orientuje się w temacie, to jakie są szanse podpisania przez nią wniosku o import docelowy i uruchomienia w ten sposób legalnej procedury? To pytanie jest oczywiście retoryczne.

Prokuratura wnioskowała o 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata, konfiskatę sprzętu i plonu, grzywnę 2000 zł, dozór kuratora i zakaz używania wiadomych substancji w okresie zawieszenia. Sąd po naradzie dał trochę mniej: 1,5 roku w zawieszeniu na 3 lata, grzywnę 500 zł, przepadek fantów, nadzór kuratora w okresie próbnym. Zwolnił natomiast oskarżonego z obowiązku pokrycia (niemałych!) kosztów procesu oraz nie przychylił się do wniosku o zakaz używania (z ciekawą i logiczną argumentacją: to by zamykało Karolowi możliwość uzyskania prawa legalnego używania w okresie zawieszenia, a tego przecież nie można wykluczyć).

Ustne uzasadnienie wyroku było dość długie, ale można je streścić w jednym krótkim zdaniu: Ja bym może dał mniej, ale inaczej nie mogę, bo mnie wiąże ustawa.

No właśnie, ustawa… To kolejny w Polsce wyrok w sprawie o naruszenie Uopn, w którym motywem działania oskarżonego było jego zdrowie, a sąd zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary. Dosyć tego nadzwyczajnego łagodzenia chorym kar, nie chcemy tu łaski. Niech wreszcie zapanuje normalność!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.