4/20 4:20

Nie był to zbyt wesoły dzień. Jasne, że miło było znowu spotkać się z Dorotą, Maćkiem, Kubą, Hubertem, Andrzejem i paroma innymi fajnymi osobami (szkoda tylko, że jak zawsze nie było czasu na choćby chwilę spokojnej rozmowy – jak zawsze pozostaje nadzieja, że może następnym razem…).

Dzień nie był wesoły, choć w Ministerstwie Zdrowia została złożona petycja pacjentów dotycząca zmian w prawie, które by pozwalały na leczenie się również marihuaną, jeśli pacjent uważa, że to dla niego w jego sytuacji najlepsza opcja. To dopiero pierwszy krok, ale fakt, że z delegacją pacjentów spotkało się sześcioro (!) dyrektorów z ministerstwa może świadczyć o pozytywnym podejściu władzy do sprawy. Albo o tym, że tam co drugi jest w randze dyrektora. Mam jednak nadzieję, że to pierwsze. A może był to tylko efekt obecności kamer telewizyjnych? Czas pokaże. W każdym razie dzięki tej akcji dyrektorzy dowiedzieli się o leczniczych właściwościach marihuany, bo – według składających petycję przedstawicieli – była to dla nich nowość. Czyli pozytyw.

Ale dzień nie był wesoły. Bo cały czas pamiętaliśmy, co chcemy zamanifestować zbierając się pod Sejmem i czego wyrazem jest przemarsz pod Ministerstwo Sprawiedliwości. Smutna okazja i niezbyt optymistyczna frekwencja. Miały być tysiące, było kilkuset. Nie ukrywam, że spodziewałem się więcej. Tak, spotkałem bardzo fajne osoby, które nie znają Kuby osobiście, ale czuły, że chcą zamanifestować swoją z nim solidarność, wzięły dzień urlopu, przyjechały z daleka, a po przemarszu szybko na dworzec, żeby rano być w pracy. Ale było nas mało. To nie była manifestacja chorych. To była manifestacja obecnych i potencjalnych pacjentów. Nikomu nie życzę, ale każdy z nas w każdej chwili może potrzebować, zupełnie dla siebie niespodziewanie, medycznej marihuany. A wtedy na manifestacje będzie za późno, trzeba będzie zejść do podziemia. Liczyłem, że zrozumie to więcej ludzi. No, ale początki są zawsze trudne, może następnym razem będzie lepiej. Może następnym razem silniej zadziała solidarność pacjentów. I potencjalnych pacjentów.

PS
Już po napisaniu powyższego dotarł do mnie ten link oraz ten, oraz ten. Wygląda, że wiele jeszcze przed nami pracy, bo dużo jest jeszcze betonu do skruszenia i dużo ignorancji do wyplenienia… Bardzo dużo.

Kuba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.