Mr. Knight jest chory

Na FB natknąłem się na film. Występuje na nim człowiek, który gościł już wcześniej na jednym z moich blogów. Nazwijmy go Mr. Knight. Z powodów, o których napiszę na końcu, nie podaję linka do tego nagrania.

Mr. Knight jest chory i uzyskał receptę na medyczną marihuanę. Przed kamerą otwiera pudełko i przystępuje do działań terapeutycznych. Po 3 machach wydaje swoją opinię: „Szału nie ma„, „Na medyczną to się nie kwalifikuje„, „Nie smakuje tak, jak powinno smakować„. Na szczęście wkrótce, po paru kolejnych machach, główny składnik leczniczy zaczyna silniej działać i opinia chorego o jakości lekarstwa poprawia się.

Mr. Knight dostał receptę w pewnej klinice, której nazwę i adres internetowy podał i z którą podpisał umowę: został jej ambasadorem. Nie wiem, co klinika daje swemu ambasadorowi, ale trzeba przyznać, że dobrze się on wywiązuje ze swych ambasadorskich obowiązków, bo w czasie 40-minutowego nagrania wiele razy zachęca do skorzystania z jej usług. Służy też poradą praktyczną: w klinice „każdy znajdzie na pewno jakieś schorzenie, na które jest chory„. Dobry jest na przykład ból pleców.

Tak… ból pleców to dziwna choroba, nie do końca jeszcze poznana. Jej epidemia wybuchła w Kalifornii w drugiej połowie lat 90. i dotknęła głównie mężczyzn w młodym i średnim wieku. Na szczęście właśnie w tamtym czasie wprowadzono w Kalifornii legalność medycznej marihuany i dotknięci epidemią obywatele mogli się skutecznie leczyć.

Jeśli chodzi o klinikę, której ambasadoruje Mr. Knight… cóż, nie znam jej, nie wiem, kto w niej przyjmuje (strona internetowa o tym milczy). Dlatego proszę nie wyciągać żadnych wniosków z faktu, że przypomniała mi się grupa lekarzy kalifornijskich (zwanych „pot doctors”), dla których legalność medycznych zastosowań marihuany stała się ważnym elementem w zawodowej karierze – to właśnie dzięki tym lekarzom (przedtem tak cienko przędącym, że – jak głoszą krążące wśród ludzi opowieści – nie stać ich było na gabinet i przyjmowali pacjentów na plaży) wielu wspomnianych wyżej chorych dało radę wygrać walkę z bólem pleców.

Całe nagranie Mr. Knighta utrzymane jest w luźnym, wesołym tonie, momentami Mr. Knight z trudem opanowuje wybuchy śmiechu. Zwłaszcza pod koniec, gdy lek w pełni ujawnił już swe właściwości terapeutyczne. Mr. Knight cierpi na chroniczny stres, nie dziwię się zatem, że cieszy go fakt zakupienia skutecznego – miejmy nadzieję – remedium na trapiącą go przypadłość.

*  *  *

Wyciekanie kontrolowanych substancji do nielegalnego obiegu jest nieuniknione. To, że i w Polsce pojawi się fala zachorowań na ból pleców, było oczywiste. Czy jest to zjawisko normalne? – Nie. Czy jest to zjawisko groźne? – Też nie. Po pierwsze, szkodliwość marihuany jest na tyle niewielka, że nawet masowe wystąpienie tego zjawiska nie stanowiłoby, moim zdaniem, problemu. A po drugie, na razie nie ma szansy, żeby leczony marihuaną z apteki ból pleców zaczął u nas występować na dużą skalę. Nie dlatego, że jesteśmy wyjątkowo zdrowym narodem. Także nie dlatego, że pierwsze 7 kilo marychy rozeszło się na pniu – wkrótce producent dostarczy więcej. Epidemii bólu pleców nie będzie przez cenę suszu: ok. 70 złotych za gram to sporo (1,5-2 razy) więcej niż oferuje czarny rynek i przeważająca większość osób dotkniętych bólem pleców raczej na pewno będzie dalej zaopatrywać się w lekarstwo poza obiegiem oficjalnym.

I na koniec jeszcze zapowiedziane wyjaśnienie, dlaczego nie podaję linka do filmu dokumentującego terapię Mr. Knighta. Otóż fakt, że medyczna marihuana została w Polsce zalegalizowana i że po długim oczekiwaniu rozpoczęła się jej sprzedaż, wcale nie oznacza, że przeciwnicy tego pomysłu odpuścili. W dłuższej perspektywie nie zwojują nic, rozwój ilościowy i jakościowy leczenia marihuaną jest nieunikniony. Ale „tu i teraz” mogą chcieć sypać piach w tryby – i na pewno skorzystają z każdej okazji. Film Mr. Knighta byłby dla nich fajnym argumentem: „No patrzcie, zobaczcie tych waszych chorych i to wasze leczenie”. Efekt tego sypania piachu w tryby pewnie nie byłby zbyt wielki, ale… mimo wszystko po co dawać przeciwnikowi broń do ręki? Nawet niewielkie ryzyko, że mogą ucierpieć na tym osoby potrzebujące marihuany do celów terapeutycznych, nakazuje wstrzemięźliwość.

Mr. Knightowi życzę dużo zdrowia.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.