Uwalona ustawa

Gruchnęła wieść, że nie będzie kolejnego posiedzenia podkomisji do spraw ustawy wprowadzającej w Polsce medyczną marihuanę. Z dobrze poinformowanego źródła (poseł Liroy-Marzec) wiemy, że najwyższy (znaczeniem) prezes zdecydował: marihuana to narkotyk, nie ma zgody na jakiekolwiek uprawy. Przypominam, że to na polecenie tego samego najwyższego prezesa Ministerstwo Zdrowia zaczęło marihuanę refundować. Dla wybranej garstki pacjentów, ale jednak.

Do tej pory prace komisji / podkomisji były w jakiś tam sposób merytoryczne, dyskutowano o wadach i zaletach tych czy innych rozwiązań – pisałem o tym kilka razy, np. tu, tu czy tu. Słowo „merytoryczny” ma dość szerokie znaczenie, nawet argument „nie ma badań”, całkowicie przecież chybiony, jest jednak merytoryczny, bo poddaje się dyskusji. Ale, jak widać, naczalstwo uznało, że nie ma co z plebsem dyskutować merytorycznie i powróciło do argumentu „nie, bo nie”. Skąd ta nagła zmiana? Nie wiem, jaka jest jej przyczyna. Domyślam się, jaka może być.

Legalna medyczna marihuana funkcjonuje już od dawna w wielu krajach i w wielu amerykańskich stanach. Od na tyle dawna, że dostępne są solidne dane statystyczne. I dają do myślenia. Autorzy opublikowanej w poważnym fachowym czasopiśmie Health Care pracy podają, że w 2013 roku w amerykańskich stanach, które zalegalizowały medyczny użytek marihuany, sprzedaż leków, dla których marihuana może być uznana za zamiennik, spadła o dobrze ponad 150 milionów dolarów. Nie ulega wątpliwości, że marihuana jest poważnym konkurentem np. dla leków przeciwbólowych czy antydepresantów. Rozliczne badania pokazują, że naprawdę duży odsetek chorych odstawia je lub ogranicza na rzecz marihuany (raz, dwa, trzy). Nie uszło to oczywiście uwadze Big Pharmy, która należy do najzacieklejszych przeciwników idei medycznego stosowania marihuany i do najhojniejszych sponsorów wszelkich akcji antymarihuanowych.

Polacy wydają sporo pieniędzy na lekarstwa – we wszystkich dużych miastach mamy apteki niemal na każdym rogu, to nie bierze się znikąd. A choć Polska jest krajem biednym, to jednak dość ludnym, przychody ze sprzedaży leków u nas liczą się w budżetach firm farmaceutycznych. Z drugiej strony powiązania władzy z sektorem farmaceutycznym są tajemnicą poliszynela praktycznie na całym świecie, Polska nie jest tu wyjątkiem. Przypomnę słabą selektywną pamięć p. Piechy, wiceministra zdrowia w poprzednim rządzie PiS-u. Przypomnę niedawne zawirowania wokół rozdzielającego pieniądze na refundację wiceministra Łandy, zakumplowanego z firmami farmaceutycznymi. Przypomnę proces „rzuconego na odcinek marihuany” wiceministra Pinkasa (tak, pamiętam, zapadł wyrok uniewinniający; ale pamiętam też, że generalnie sądy nie orzekają o niewinności, a jedynie o braku dowodów wystarczających do skazania). Jeżeli ktoś nie jest jeszcze przekonany, to przypomnę też, że jesteśmy jednym z niewielu europejskich krajów, w których są obowiązkowe szczepienia i pierwszym na świecie krajem z obowiązkiem szczepienia przeciw HPV. Wystarczy?

Od dawna w środowisku mówimy, że sprawa poszłaby szybko do przodu, gdyby poważnie zachorował ktoś ze świecznika lub z najbliższej rodziny tego kogoś. Gdy media zaczęły mówić o chorobie p. Kality i o jego działaniach promarihuanowych, pomyślałem sobie, że – przy całym szacunku – to jednak chyba nie ten kaliber. Ale było głośniej i głośniej i nawet zacząłem zmieniać zdanie. Ale nie, jednak nie, nie myliłem się. To musi być… ja wiem? bratanica, wicemarszałek albo któryś z innych najwierniejszych współpracowników (oczywiście wszystkim życzę jak najlepszego zdrowia). Ktoś, czyje poważne cierpienie naprawdę zaboli, naprawdę skłoni do refleksji, naprawdę zmusi do spojrzenia na te sprawy oczami chorego (zakładam, że takie osoby istnieją – choć pewności nie mam, bo i skąd?). Niestety, cierpienie jednej bliskiej osoby jest często ważniejsze niż cierpienie anonimowych milionów. Okazuje się, że tu mamy do czynienia właśnie z takim przypadkiem.

PS
W czasie obrad komisji trochę zdziwiła mnie postawa posła Arłukowicza. Będąc ministrem mógł (mógł?) coś zrobić, nie zrobił nic. Teraz jako przewodniczący Komisji Zdrowia medycznej marihuanie zdecydowanie sprzyjał. Strasznie jestem ciekaw, co zrobi teraz. Będzie walczył czy ktoś mu skutecznie wytłumaczy, żeby nie podskakiwał, bo jest za krótki…?

PS2
Jeżeli ktoś nie jest na bieżąco, to Ewa ładnie przedstawiła zapis ciągu zdarzeń, zachęcam do przeczytania.

PS3
Uwalony został projekt poselski. Nie oznacza to, że społeczeństwo nie może nic w tej sprawie zrobić. Społeczeństwo może władzę uniżenie poprosić, a postacią tej prośby będzie projekt obywatelski. Szczęśliwie podpisy zebrane dotąd nie przedawniły się, ale do wymaganych 100 tysięcy jeszcze trochę brakuje. No i teraz są one potrzebne bardziej niż przedtem. Nie ma pewności, że jako projekt obywatelski ta ustawa przejdzie, ale przynajmniej władza będzie miała trochę trudniej, bo jednak głośniej i wyraźniej niż teraz będzie nam musiała powiedzieć, gdzie nas ma. Dlatego zbierajmy, ile wlezie. Wszystkie szczegóły tu.

Komentarzy: 4

  1. Co za rząd niech spojrzałem w inne kraje to nic złego myślą że jak trawa to ja wpierdalaja osly
    Ci ludzie powinni się do edukować w takich tematach a nie kaczynski zadaje pytanie czy marihuany jest z konopi z takimi ludźmi w rządzie ten kraj daleko nie zajdzie

  2. haha a mówiłem abyście się w politykę nie mieszali hahaha Obara miał rację a wy go od psychicznych. To dzięki niemu istniejecie i robicie teraz pod siebie wszystko ale to wszystko aby mieć z tego interes. Dobrze się, żyje lewackiemu WK? z pieniędzy innych od lat? To wasza wina, że jesteśmy w tyle za resztą świata a nie Kaczyńskiego. Jakoś Liroy nie jest taki wygadany na temat konopi od kiedy pojawił się w sejmie. Nawet porządnych argumentów już nie używa… mniejsza z nim chociaż coś robi. Drażni mnie, że zamiast nauczać społeczeństwo o dobrociach konopi od najmłodszych lat prócz tych psychoaktywnych właściwości to wy wolicie politykę. Ludzie nie rozróżniają konopi od marihuany, marihuany leczniczej od rekreacyjnej i siewnej od siebie. Wszystko do jednego worka. Zamiast dotrzeć z informacjami do Kaczyńskiego WK wolało z niego robić bekę po tym jak wyszło w tv że nic nie wie o konopiach. Teraz się dziwicie, że jest na nie. Sami sobie dołki kopiecie siedząc w lewicowym świecie… to świat gdzie każdy jest taki sam… taki sam pojebany stwór stworzonym przez system. Zabrać mi aby dać komuś dlatego popieracie rozwiązania z koncernami farmaceutycznymi itd. Nie ma prostych roziwązań ale wy lecicie po bandzie. Dajecie możliwość systemowi na przejęcie kontroli poprzez dziurawe prawa. Uznać konopie za KWIAT taki jak BIELUŃ i dać ludziom decydować co z nim zrobią. Poco prawa? to mentalność ludzi musi się zmienić a nie prawo. W dziale kwiaty znikła by z automatu z zakazanych roślin a ludzie mogli by zbudować całkowicie nową gałąź gospodarki bez polityków, urzędasów itd. Jak słyszę, że do produkcji będzie potrzebna licencja odnawialna co 3 miesiące to co mam powiedzieć? Ktoś ma firmę i sadzi legalnie 3 miechy po czym urzędas nie dostaje w łąpę i nie porzedłuża licencji. Teraz trzeba wyrzucić i zutyylizować wszystko a właściciel staje się bankrutem. Tak tworzą prawo politycy i WK. Szkoda mi rodzin za którymi się ukrywacie bo dajecie im złudne wrażenie, że mają jakieś szanse. Szanse są jak 1/10 na NIE.

    • Piękna krytyka, choć mało konstruktywna, bo nie podaje kontrpropozycji: co zrobić, żeby było dobrze? Już wiemy, czyja jest wina („nasza”), już wiemy, kto jest wzorcem do naśladowania (Obara), już wiemy, kto miał rację (autor komentarza – trochę żałuję, że bez podpisu, nie wiem, przed kim zdjąć kapelusz). Ale jaki jest alternatywny plan? A, przepraszam, jest: „nauczać społeczeństwo o dobrociach konopi od najmłodszych lat”. No, chorzy od razu poczuli się lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.