Ostatnie wieści z sądu

Po wielu miesiącach procesu, po wielu rozprawach, po przesłuchaniu wielu świadków, pani SSR (sędzia sądu rejonowego) zorientowała się, że prokurator w oskarżeniu zastosował niewłaściwą kwalifikację czynu: zamiast Art. 62 ust. 2 Uopn powinien być Art. 53 ust. 2. A w tej sytuacji sądem właściwym jest okręgowy, a nie rejonowy.

Jeżeli sąd okręgowy uzna, że istotnie należy zmienić kwalifikację czynu, sprawa zacznie się od początku: czysta kartka i od nowa przesłuchania oskarżonego, jego lekarza, policjantów, świadków, ekspertów… i kogo tam jeszcze sąd zechce przesłuchać.

A przy okazji Karol (dla przypomnienia / wyjaśnienia: to jest złapany na uprawie facet chory na Leśniowskiego-Crohna) ma szansę awansować z pospolitego przestępcy na zbrodniarza (o ile sąd okręgowy podzieli wątpliwości pani SSR). Różnica pomiędzy wspomnianymi artykułami ustawy jest taka, że o ile ten pierwszy mówi o zwykłym posiadaniu (1-10 lat), to ten drugi o „wytwarzaniu, przetwarzaniu albo przerabianiu” (od 3 lat w górę, nawet do 15). No tak, bo uprawa to przecież wytwarzanie, a obrywanie liści – przetwarzanie. A na dodatek Karol z tej uprawy miał odnieść wymienioną w drugim ustępie Art. 53 „korzyść osobistą”, bo choć nie ma dowodów, by trudnił się dilerką (to by była „korzyść majątkowa”), to uprawiana marycha miała mu posłużyć do leczenia się, a poprawa stanu zdrowia jest ewidentną korzyścią osobistą. Jakby tego było mało, to mowa jest o „znacznej ilości”; suszu znaleziono tam co prawda niecałe 4 gramy, ale zgodnie z polską praktyką, pionierską na skalę światową, do rachunku wlicza się oskarżonemu także łodygi i leżące nieopodal przygniłe liście, a to daje razem prawie 400 gramów. Sami sobie policzcie, ile to jest działek dilerskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.