O Wrocławiu na gorąco

O tym, co się zdarzyło we Wrocławiu, nie wypowiem się ani słowem. Nie wiem nic poza informacją, która mieściła się w jednym zdaniu; reszta to już komentarze. Mam tylko nadzieję, że wszystko odbyło się w odpowiedniej atmosferze, bez niepotrzebnych napięć; liczę na profesjonalizm służb.

Teraz uwagi natury ogólniejszej. Jest prawdą – tu zgadzam się z Jerzym Ziębą – że akcja policji jest całkowicie legalna i że nielegalny jest olej będący przedmiotem poszukiwań. Ale prawdą jest też to, że ogromnej liczbie osób ten właśnie nielegalny olej pomógł w różnych ciężkich chorobach. Mamy tu sprzeczność, bo przecież prawo ma stać na straży dobra obywateli – czyli co: obywatele sami sobie zabraniają skutecznego leku? Czy my jesteśmy społeczeństwem masochistów? A może warto porozmawiać o tym, czy u nas prawo do medycznej marihuany nie sprawdziłoby się tak samo dobrze, jak w 24 stanach w USA czy w kilkunastu innych krajach świata? Pamiętajmy, że pierwsze amerykańskie stany powiedziały medycznej marihuanie „tak” jeszcze w latach 90. (zaczęła Kalifornia – w 1996 roku). Proszę policzyć, ile od tamtych czasów było wyborów. A jednak nikt się jak na razie nie wycofał. Wręcz przeciwnie: nowych przybywa. Dlaczego u nas miałoby być inaczej?

Nie boli to, że aresztują.

Boli to, że aresztują za coś, co nigdy nie powinno być przedmiotem prawa karnego. Że aresztują w sytuacji, w której powinni być najbardziej pomocni. Czy naprawdę trzeba czekać, aż trafi na kogoś z nich, bo może wtedy ujrzy tę kwestię z innej perspektywy? Nikomu tego nie życzę, ale namawiam na zrobienie mentalnego eksperymentu: jak by się Pan(i) zachował(a) w sytuacji ciężkiej choroby najbliższej osoby? Gdy legalna medycyna nic nie może zrobić. Albo obiecuje całe 3%.

I boli też to, że nie odbyła się u nas jeszcze spokojna, rzeczowa debata. Że wciąż u podstawy tego dolegliwego i niesprawiedliwego prawa nie leżą wyniki poważnej dyskusji. Dyskusji z analizą wszystkich „za” i „przeciw”, z argumentami i kontrargumentami, z rzutem oka na to, jakie u innych były problemy – dlaczego mielibyśmy się uczyć na swoich błędach?. A gdyby się zdarzyło, że po takiej dyskusji dojdziemy do wniosku, że to droga nie dla nas? Wtedy oczywiście nie byłoby potrzeby zmieniać prawa. Ale przynajmniej mielibyśmy świadomość, że ta decyzja jest świadoma, przemyślana. A dziś nie mamy. Boli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.