Idziemy do konopnej apteki… popatrzeć

W tych amerykańskich stanach, gdzie medyczny użytek został prawnie usankcjonowany, chorzy posiadający od lekarza stosowną rekomendację mają 3 możliwości: – uprawiać samodzielnie; – zlecić to wyspecjalizowanej osobie (zwanej caregiver); albo – dokonywać zakupów w którejś z konopnych aptek (dispensary).

Ponieważ biznes związany z medyczną marihuaną kwitnie, aptek takich jest sporo. Ciekawe, że z jakiegoś powodu wydają się trudne do policzenia. Chcąc się np. dowiedzieć, ile ich jest w Kalifornii, znalazłem informację, że między 500 i ponad 1000. Ale inne poważne źródło pisze, że między 500 i 1000 to jest w samym Los Angeles. Z kolei w stolicy „zielonego stanu” Kolorado, 600-tysięcznym Denver, jest -jak podaje stacja CBS- ponad 200 aptek konopnych, 3 razy więcej niż kawiarni Starbucks i restauracji McDonald’s łącznie.

Początki działalności dispensaries nie były łatwe, bo pomimo swej legalności stanowej wciąż były narażone na działania federalnych stróżów prawa. „Naloty” kończyły się zarekwirowaniem całego towaru, a często także zatrzymaniem personelu. I choć dziś prawo federalne wciąż traktuje marihuanę jako świństwo najgorsze z możliwych (znajduje się ona na tzw. „Liście I” przeznaczonej dla substancji poddanych najbardziej restrykcyjnej kontroli), od pewnego czasu federalni nie stwarzają problemów osobom i przedsiębiorstwom działającym w zgodzie z prawem stanowym.

 

Pomyślałem sobie, że może fajnie będzie popatrzeć z bliska, jak wyglądają takie dispensaries. Na przykład: co tam można kupić? Przede wszystkim: susz marihuany, oczywiście. Dostępnych jest wiele odmian, w cenniku oprócz ceny jest też krótsza lub dłuższa charakterystyka każdej odmiany (jako minimum informacja, czy jest to indica czy sativa, ale często uzupełniona o zawartość THC i CBD czy wskazanie, na jakie dolegliwości dana odmiana jest polecana). Ceny są podawane za gram oraz za określoną część uncji (=prawie 30 g) – od całej uncji do 1/8. W Kolorado jeden gram kosztuje zwykle 9-12 dolarów czyli 27-36 zł (taniej niż u polskiego dilera…): cennik 1, cennik 2, cennik 3. W Kalifornii jest trochę drożej: 14-18 dolarów czyli 42-54 zł za gram: cennik 4, cennik 5, cennik 6. Oprócz suszu luzem można też kupić gotowe papierosy („pre-rolls”), zawierające zwykle 1 g marihuany i kosztujące ok. 10 dolarów za sztukę.

Praktycznie każda apteka oferuje także kannabinoidy w bardziej skoncentrowanej formie: haszysz oraz „oleje” czyli marihuanowe wyciągi (alkoholowe lub inne). Dużą popularnością cieszą się także przeróżne produkty do jedzenia i picia („edibles”). Zainteresowanym proponuję rzucić okiem na menu 1 lub menu 2. (Nie wszystkie edibles powodują odurzenie, bo niektóre zawierają bardzo mało -lub wcale- THC, za to sporo niepsychoaktywnego a działającego leczniczo CBD.)

 

Myślę, że będzie jeszcze ciekawe zajrzeć do środka kilku dispensaries – tym bardziej, że bez rekomendacji lekarza nie tylko nie można tam niczego kupić, ale nawet nie da się wejść do środka. Przedstawiam więc kilka zdjęć znalezionych w Internecie – mnie te lokale kojarzą się z wykwintną perfumerią lub salonem jubilerskim.

dispensary1

dispensary2dispensary3dispensary4dispensary5dispensary7dispensary8dispensary9dispensary6

 

Na koniec link do reportażu pokazanego w popularnym amerykańskim programie „60 minutes”, traktującego o dispensaries i całym przemyśle medycznej marihuany: 13-minutowy materiał główny jest tu, a 3,5-minutowa „dogrywka” tu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.