Dovieriaj, no provieriaj

Z tym problemem spotkałem się przy pisaniu obu książek: jakiś naukowiec z jakiegoś powodu coś napisał, innym naukowcom (oraz mediom!) to przypasowało i już to coś zostało roztrąbione na cały świat. Tak jest z powodowaniem przez marihuanowy dym raka płuc, tak jest z obniżonym IQ u palaczy, tak jest w wielu innych przypadkach. Co prawda potem owszem, wywiązuje się dyskusja, oryginalna praca zostaje ścięta równo z nomen omen trawą, ale to nie przeszkadza, że przez długie lata jest podawana jako dowód na lub przeciw.

Przypomniałem sobie o tym zjawisku po lekturze artykułu o groźnym tytule „Wreszcie są badania! E-papierosy bardziej rakotwórcze od zwykłych„. Przeczytają to tysiące ludzi i już posiądą stosowną wiedzę. A ile osób przeczyta to sprostowanie?

Podobna sytuacja wystąpiła kilka miesięcy temu, kiedy PAP opublikował notkę o szkodliwości e-papierosów. Jak ma się ona do prawdy można przeczytać w tym artykule.

No właśnie, tylko kto czyta sprostowania…?

PS

Każda poważna praca powinna mieć informację o konflikcie interesów, więc podaję co następuje: nie używam papierosów, ani zwykłych, ani w wersji „e”. Powyższy tekst nie ma na celu promowania e-szlugów ani zniechęcania do szlugów tradycyjnych – jeżeli ktoś chce, to niech się truje (byle z poszanowaniem praw tych, co truć się nie chcą, proszę pani Kopacz). Dopóki nikt mi nie dmucha w twarz ani nie zasmradza pomieszczenia, w którym choćby przez chwilę przyjdzie mi przebywać, nic mi do czyjegoś palenia. Żal mi jedynie i głupio, że jako społeczeństwo nie jesteśmy w stanie skutecznie przekazać dzieciakom prostego przekazu, że popalanie w wieku -nastu lat jest naprawdę złym pomysłem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.